! Blog został przeniesiony, obecnie dostępny jest pod adresem: introwertyczka1.wordpress.com !

31.07.2015

To coś, co się we mnie zmieniło

Jakieś 1,5 roku temu pisałam w tym oto poście, że człowiek nie zmienia się wraz z wiekiem i że ja też się nie zmieniłam - zmieniły się co najwyżej pewne cechy we mnie i niektóre poglądy w określonych kwestiach, a ja sama się nie zmieniłam. Ostatnimi czasy jednak doszłam do wniosku, że nie jest to tak do końca prawda i jednak jest takie coś, co we mnie wyewoluowało i mnie przeobraziło z larwy w pięknego motyla.

Kwiat wśród traw

To coś jest z pozoru niewidoczne, niezauważalne, jednak ta zmiana zaszła głęboko we mnie i niekiedy daje o sobie znać. Jest jakby schowana, ukryta za tą całą powściągliwością, dostosowywaniem się, stonowaniem. Jest i czuję ją w sobie od dłuższego czasu, zrozumiałam ją.

Kiedy ostatnio ponownie wymieniliśmy kilka maili, zrozumiałam wreszcie, co tak naprawdę nas różni i co tak naprawdę nas dzieli. Zrozumiałam, w czym tkwi sedno sprawy i dlaczego nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Niby kilka krótkich maili pisanych od niechcenia, a tak wielu informacji mi dostarczyły. Dały mi o wiele więcej do myślenia niż kilkumiesięczna zaangażowana pisanina.

Różni nas bardzo wiele, ale co tak naprawdę różni nas w istocie? Klasa społeczna, pieniądze, doświadczenia życiowe, warunki życia, miejsce zamieszkania, otoczenie? Tak, ale to jednak nie to. To tylko czynniki zewnętrzne, a nas różni coś o wiele głębszego, niezależnego od tychże.

Kiedy miałam 20 lat, byłam święcie przekonana, że chcieć to móc, że każdy jest kowalem swojego losu i wystarczy tylko chcieć, aby coś w życiu osiągnąć, że ciężka praca zawsze przynosi efekty, a jak komuś się nie powodzi, no to widocznie sam jest sobie winien. Byłam zwolenniczką liberalizmu i gorąco popierałam drapieżny kapitalizm. Miałam gotową receptę i rozwiązanie na każdy problem: na wszystko i dla wszystkich. Świat był dla mnie czarno-biały. Lubiłam klasyfikować ludzi: ten był luzer, tamten był ok. Co to znaczy, że komuś się nie powiodło? Najwyraźniej za mało się starał i jest zwykłym frajerem - i oto rozwiązanie całej tej zagadki. No bo co niby więcej?

Myślałam sobie:

Co to znaczy, że ktoś nie może znaleźć pracy? Jest człowiek i jest odpowiednia praca - wystarczy tylko dopasować jedno do drugiego. Jak ktoś szuka pracy i nie znajduje, to znaczy, że coś z nim jest nie tak i coś robi źle, no bo jak inaczej?

No i jak dorosły człowiek może mieszkać z rodzicami? Toć to wstyd i obciach totalny! Jak w ogóle można do czegoś takiego doprowadzić?

Byłam bezwzględna, bo po prostu jeszcze za mało znałam życie. Wydawało mi się, że świat jest czarno-biały i zarazem trochę taki jak w latynoamerykańskich telenowelach: dobro zawsze zostaje w końcu wynagrodzone, a ciężka praca doceniona. Z biegiem czasu przekonałam się, że takie przekonanie niestety często mija się z prawdą, a życiem przede wszystkim rządzi zwykły przypadek. Ludzie lubią wierzyć, że zawdzięczają wszystko sobie albo z góry ustalonemu przeznaczeniu, ale prawda jest taka, że nasz los jest w głównej mierze dziełem przypadku. Kogoś spotykamy albo nie spotykamy, idziemy w jedną stronę albo w inną, coś nas załamie albo nie załamie, znajdziemy się w określonym miejscu i czasie albo w zupełnie innym miejscu i czasie. Zastanów się chociażby, jak trafiłeś na ten blog. Zapewne przez czysty przypadek.

Równie dobrze pracę mogę znaleźć za miesiąc czy dwa, a równie dobrze mogę nie znaleźć jej przez 5 kolejnych lat. Nie mam wpływu na to, co myślą sobie rekruterzy i czym się kierują. Bo z biegiem czasu przekonałam się, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ. Praktycznie rzecz biorąc w ogóle niewiele jest rzeczy, na które wpływ mamy.

Życie dało mi mocno po dupie i stoczyłam się na samo dno. Poznałam, czym jest bezrobocie, czym są kilometrowe kolejki do lekarza, czym jest całkowita samotność oraz izolacja, kiedy całymi tygodniami lub miesiącami nie ma się nawet do kogo gęby otworzyć i porozmawiać choćby i o pogodzie. Poznałam, czym jest smak prawdziwego upokorzenia, gorycz porażki oraz wieloletni brak wakacji. Wiem już, jak to jest, kiedy rodzina odwraca się plecami i zostaje się zdanym na samego siebie. Wiem, jak ciężko jest, gdy przychodzi ten stan, kiedy nic już się nie chce i człowiek ma już na wszystko wyjebane. Depresja - oficjalna nazwa takiego stanu rzeczy, zaś nieoficjalna... nie wiem, nie ma na to określenia.

Doświadczyłam, jak to jest, gdy nie ma się możliwości walczyć z fobią społeczną i dziczeje się całkowicie. I to tak, że każde wyjście z domu to niemal święto, wielkie wydarzenie godne upamiętnienia.

Wiem już, jak to jest, gdy nie ma się perspektyw, nie ma możliwości, nie ma żadnego wyjścia, a świat nagle staje się miejscem nieprzyjaznym do życia. Wiem, jak to jest, kiedy się czeka, chociaż właściwie nie ma już na co czekać.

Wiem to wszystko, bo osiągnęłam dno, bo dotknęłam dna i poczułam smak wody z dna studni rozpaczy. Doświadczyłam na własnej skórze prawdziwości porzekadła: sukces ma wielu ojców, zaś porażka zawsze jest sierotą. Gdy jest się na dnie, nagle ubywa ludzi naokoło. Na dnie zawsze jest mnóstwo miejsca, bo im niżej upadasz, tym mniej ludzi masz obok siebie. Dlaczego? Bo stajesz się balastem, robisz się nagle dla innych problematyczny.

Te wszystkie doświadczenia wpłynęły na mnie wysoce negatywnie, jednak dzięki nim ukształtowałam w sobie jedną cenną pozytywną cechę. Jaka to cecha?

Pokora wobec życia


Kiedy miałam 20 lat, byłam niedojrzałym dzieciakiem, bezwzględnym i naiwnym w postrzeganiu otaczającego świata. Wierzyłam, że gdy się przeszło punkt A i B, to trzeba dotrzeć do punktu Z, bo to przecież takie proste jak 2x2. No i że dobro zawsze zostanie wynagrodzone. Wierzyłam w bajki, bo w bajkach dobra dzierlatka zawsze spotyka wyśnionego księcia i zawsze los wynagradza jej później trudy życia. Wierzyłam, że w realnym życiu też działa to na podobnej zasadzie. Po co piszą takie głupie bajki dla dzieci? Jeszcze któreś w nie uwierzy i przeżyje szok w dorosłym życiu, jak np. ja.

Teraz się zmieniłam. Pozornie nieznacznie, ale jednak. Nie oceniam, nie osądzam, nie doradzam, nie daję gotowych recept wszystkim i na wszystko. Nie rzucam pustych sloganów, nie operuję frazesami i zamiast głupich porad lub osądów oferuję wyrozumiałość: dla siebie i innych. Skąd ta zmiana?

Doświadczyłam na własnej skórze, co to znaczy, gdy jest się w ciemnej dupie, a wszyscy naokoło potrafią tylko rzucać frazesami w stylu "weź się w garść", "zrób coś wreszcie ze sobą" lub "jak się chce, to wszystko można". Nie, nie można wszystkiego, bo człowiek nie jest superbohaterem i nie na wszystko ma wpływ.

Przekonałam się, jak bardzo wkurwiające potrafią być dobre rady, jak bardzo irytować mogą głupawe porady z dupy i jak bardzo odbiegające od rzeczywistości są wszelkiego rodzaju teksty motywacyjne ludzi, którzy nawet przez minutę nie doświadczyli tego, co ja, i nigdy przenigdy nie byli w takiej sytuacji, jak ja. To wszystko sprawiło, że zrozumiałam.

Zrozumiałam, że nie zawsze muszę być superbohaterką, nie zawsze musi być super i świetnie, nie na wszystko w życiu mam wpływ. Zrozumiałam, że mam prawo odczuwać bezsilność, bezradność, frustrację i niemoc. Mam prawo sobie nie radzić i mam prawo być na dnie. Mam prawo wybaczyć sobie słabość. Nie mam obowiązku być wiecznie happy i wiecznie perfect. Mam prawo do odczuwania złości, irytacji, mam również prawo nie życzyć sobie dobrych rad oraz rzucania w moją stronę oklepanych frazesów w stylu "każdy ma wiele możliwości, tylko ich nie dostrzega" bądź "jak się chce, to wszystko można osiągnąć", ewentualnie "każdy dostaje w życiu to, na co sobie zapracował".

Jeżeli mówię, że czuję się tak i tak, to uwierz mi, że tak się czuję i że tak jest. Nie rób ze mnie psychicznej lub niedorozwiniętej rzucając puste slogany, które w istocie nic nie znaczą, nie udzielaj dobrych rad, które prawdopodobnie próbowałam wcielić w życie już milion razy. To wkurwiające, naprawdę.

Ja przestałam oceniać, przestałam wydawać osądy, przestałam rzucać uniwersalnymi radami. Mówisz mi, że czujesz się źle, że nie chce ci się żyć? Wierzę ci. Nie oburzę się, nie powiem: no co ty, no jak to?!? Wierzę ci na słowo, że tak się czujesz i tak jest. Widocznie masz powody, by tak się czuć, nie siedzę w twojej głowie i nie będę dyrygować, co masz robić i co odczuwać.

Mówisz mi, że boli cię to, zabolało cię tamto, załamało co innego - ok, masz prawo czuć się tak, jak się czujesz. Nie jestem tobą, nie mnie oceniać twoje odczucia.

Nie radzisz sobie z czymś? Ok, masz prawo sobie nie radzić, nie każdy musi być mistrzem, geniuszem i omnibusem. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo czegoś nie wiedzieć, mamy prawo popełniać błędy. Mamy prawo nawet być w ciemnej dupie i nikt nie ma prawa oceniać nas na tej podstawie. Jeżeli to robi, jest zwykłym debilem, niedojrzałym dzieciakiem, i nie warto się nim przejmować. Niech najpierw dorośnie, a później się wtrąca.

Ocenianie kogoś i doradzanie jest prostsze, łatwiejsze, poprawia samopoczucia, sprawia, że czujemy się lepsi od przyjmowacza naszych drogocennych rad. Jesteśmy wyżej, jesteśmy tymi oświeconymi, którzy WIEDZĄ. O wiele trudniej jest kogoś zaakceptować, zrozumieć, przyjąć do wiadomości jego stan, uczucia, wady i zalety. To już wymaga osiągnięcia pewnego poziomu dojrzałości. Z dojrzałości rodzi się pokora. Jednak żeby to zrozumieć, trzeba przejść w życiu swoje, trzeba znaleźć się na dnie.

Pokora dojrzewa w człowieku poprzez codzienne trudy życia. We mnie dojrzała na tyle, aby osiągnąć wyrozumiałość wobec siebie i świata, aby przestać wymądrzać się na prawo i lewo na temat spraw i ludzi, o których właściwie nie mam pojęcia i których nie znam. Mój szanowny wirtualny już nie znajomy nigdy nie nauczył się pokory wobec życia, której ja się nauczyłam, i to jest właśnie to, co nas różni. Nie sztuką jest wymądrzać się i rzucać puste hasła, metaforyczne zwroty bez większego znaczenia - tyle to ja zawsze potrafiłam, i to nawet w wieku lat kilkunastu. Sztuką jest właśnie tego nie robić i nie odczuwać już chęci dyrygowania wszystkimi wokół oraz dopasowywania ich do swojego wzorca.

Bo człowiek jest czymś więcej niż wzorcem. Jest historią emocji.

Archiwum bloga

! Blog został przeniesiony, obecnie dostępny jest pod adresem: introwertyczka1.wordpress.com !
Kopiowanie tekstów jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Google Plus Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na Weheartit Introwertyczka na Tumblr Introwertyczka na Bloglovin Adres e-mail

O mnie

Moje zdjęcie
Mam na imię Daria i w przestrzeni internetowej jestem głównie nawiedzoną multiblogerką. Założyłam blogi z niezwykle banalnego powodu: po to, aby prezentować publiczności swoją twórczość. Tak się składa, że internet i funkcjonujący w jego ramach blogger oferują taką możliwość, więc czemu z niej nie skorzystać?

W chwili obecnej blogowanie pozwala mi zarówno na wyrażanie siebie, jak i na uporządkowanie swoich rozbieganych myśli. Wciągnęło mnie od pierwszej chwili i nie ukrywam, że sporą większość czasu w sieci poświęcam właśnie prowadzeniu blogów. :-) Mam ich kilka i każdy z nich jest dla mnie ważny.

Zachęcam również do wypowiadania się na Forum dla Ciebie, a także do zapoznania się z moją ofertą w zakresie pomocy blogowej: Ulepsz swój blog z Introwertyczką!.